Theresa Roemer swoje pierwsze kroki w biznesie stawiała ponad 30 lat temu. Dziś jest prezesem i właścicielką świetnie prosperującej sieci klubów fitness i posiadaczką trzypiętrowego domu – garderoby. Pomyśleć tylko, że wszystko zaczęło się od gorączki reumatycznej i szmerów w sercu…

Gorączkę reumatyczną zdiagnozowano u młodziutkiej jeszcze Theresy. Już jako dziecko wiedziała, że choroba spowodowała zaburzenia w pracy serca, a od lekarzy słyszała, że ma się oszczędzać. Tymczasem Theresa chciała żyć, jak inni, a w aktywności fizycznej widziała klucz do zachowania zdrowia i sprawności na całe życie. I niejako na przekór chorobie, w 1991 roku, otworzyła swój pierwszy fitness-klub. Potem przyszła kolej na następny, i następny…

Theresa, pomimo zdrowotnych perypetii, jest silna, ale ma jedną wielką słabość: do luksusowych marek. Jest posiadaczką niezliczonej liczby torebek, par butów, biżuterii, ubrań… – wszystko w najlepszym gatunku i sygnowane metkami najlepszych projektantów na świecie. Swoje skarby pomieściła we wspomnianym trzypiętrowym budynku, zamieniając dom w olbrzymią garderobę (choć bliższe prawdy jest skojarzenie z luksusowym domem towarowym) o powierzchni prawie 300 m2. Na trzecim pietrze są futra i kapelusze, na drugim – ubrania, buty i dodatki oraz barek z szampanem (żeby się lepiej myślało nad tym, jak wykonać makijaż i w co się ubrać), a na pierwszym piętrze – biżuteria i torebki.

Przygotowanie się do wyjścia z domu zajmuje Theresie codziennie ok. 45 minut. Po tym czasie jest gotowa od stóp do głowy do kolejnego dnia, w czasie którego jej aktywność jest ukierunkowana na propagowanie zdrowego stylu życia i zbieranie datków na cele charytatywne (z czego słynie).

W jej niezwykłej garderobie najwięcej jest rzeczy od Hermesa – to ulubiona marka. Buty – tylko od Laboutina. Biżuteria – od Chanel.

Theresa jest dobrą matką: bo pozwala swojej córce pożyczać od czasu do czasu którąś ze swoich luksusowych torebek. A córka jest zadowolona, że dom Theresy zastępuje jej wizytę w sklepie.

www.neimanmarcus.com