W bajce „Gdzie jest Nemo” można podziwiać fantastycznie oddaną zabawną scenę, w której dziób sympatycznego pelikana staje się na pewien czas bezpiecznym schronieniem dla dwóch rybek. Tresowane kormorany biorące w Japonii udział w ukai – prastarym sposobie łowienia ryb, które trafiają do dziobów tych skrzydlatych drapieżników – nie są tak przyjaźnie nastawione do swoich zdobyczy. Dlatego też ptaki te noszą specjalne obroże, które umożliwiają im złapanie ryby, ale połknięcie jej – już nie.

Kormorany nie łowią każdej ryby, jaka nawinie się im pod dziób, lecz jedynie wybrany, ceniony w Japonii gatunek, zwany aju. To stworzenia o delikatnym, wręcz delikatesowym mięsie o lekko słodkawym posmaku. Łowienie tych rarytasów odbywa się nocą, a samo ukai to obecnie jedna z wielkich atrakcji turystycznych Japonii. Za szczególnie dobre miejsce na wędkowanie z kormoranami podaje się prefekturę Gifu. Jeden rejs zajmuje około godziny i kosztuje 1500-3500 jenów na osobę. Z przystani wyrusza 6 długich, drewnianych łodzi zaopatrzonych w płonące pochodnie i z rybakami ubranymi w tradycyjne stroje z czarnymi kimonami. Ryby początkowo są spędzane w jedno miejsce, potem wyłapywane przez krążące przy łodziach kormorany i odbierane przez rybaków.

Ukai to prestiżowa umiejętność ceniona przez samego cesarza Kraju Kwitnącej Wiśni. Dla rybaków specjalizujących się w rybołówstwie z wykorzystaniem kormoranów władca Japonii jest najważniejszym, rzeczywistym patronem i jednocześnie jednym z odbiorców ryb: połowy wysyłane są na dwór kilka razy w roku.

Według legendy, żyjącemu w XVI wieku samurajowi Odzie Nobuandze łowienie ryb metodą ukai tak się spodobało, że postanowił zaopiekować się wykonawcami tej niezwykłej sztuki, a praktykującym ją rybakom nadawał tytuł usho, czyli mistrza rybołówstwa z wykorzystaniem kormoranów. Jako że był jedną z najważniejszych postaci w historii Japonii, spełnienie obietnicy opieki nie było trudne. Możliwe że to dzięki wpływom samuraja ukai praktykuje się nadal.