Wszyscy, jeszcze w szkole, słyszeli o nieszczęsnym królu Ludwiku XVI i jego austriackiej żonie, Marii Antoninie, która kazała biednym jeść ciastka (co, swoją drogą, jest wyłącznie legendą wymyśloną przez nieprzychylnych jej dworzan). Wojna z Anglią, susza i kryzys w końcu doprowadziły do Rewolucji Francuskiej, uwięzienia króla a w konsekwencji do próby ucieczki. Podejrzany o spisek, zawieszony w funkcjach, aresztowany, a następnie skazany za zdradę stanu Ludwik XVI w 1792 roku przestał być królem. Gdy 21 stycznia 1793 roku, w Paryżu poddano go publicznej egzekucji, tłum gapiów przyglądał się jak jego szyję gładko tnie ostrze gilotyny, a wielu zanurzało chusteczki w świeżej krwi oraz obcinało włosy z ciepłej jeszcze, monarszej głowy.

Jedna z takich chusteczek, jak twierdzą specjaliści, przetrwała do dziś. Choć od śmierci króla minęło już 200 lat, to ten kawałek materiału znaleziono w tykwie udekorowanej rewolucyjnymi scenkami rodzajowymi oraz napisem: „21 stycznia Maximilien Bourdaloue zanurzył swoją chusteczkę we krwi dekapitowanego Ludwika XVI”. Choć absolutnej pewności nie ma, to naukowcy badający to niezwykłe znalezisko, utrzymują, że DNA znajdujące się na chustce o wymiarach 9cm x 13cm odpowiada osobie z dynastii Burbonów. Ponieważ żyjemy w czasach, kiedy nic nie powinno nas już zdziwić i tym razem radzimy nie marszczyć czoła, bo ten kawałek materiału wkrótce będzie można kupić na licytacji w paryskim domu aukcyjnym Coutau Begarie wraz z niedużą szkatułką z napisem „Bezcenna krew Ludwika XVI, 21 stycznia 1793 roku”. Aukcja ma się odbyć już 3 kwietnia i nie jest to spóźniony Prima Aprilis.

To kolejna aukcja specjalnie dla frankofilów – po zaręczynowym pierścionku Napoleona Bonaparte, chusteczka z krwią jego poprzednika na tronie Francji.

Zdjęcia: wikipedia