Jeżeli ktoś uważa, że skoki na bungee są niebezpieczne, to oczywiście się myli, ponieważ przy zachowaniu minimalnych środków ostrożności skoczek jest całkowicie bezpieczny. Istnieją oczywiście ludzie, którzy próbują skoków w nietypowych warunkach. Wówczas rzecz jasna jest trochę niebezpieczniej, ale też stopień adrenaliny w organizmie, towarzyszący takiemu skokowi jest o wiele wyższy.

Podobnie ma się sprawa z najnowszym pomysłem, który jest już dostępny jako oferta komercyjna, dostępna dla turystów, przybywających do Chile. Tamtejsi specjaliści od bungee jumpingu wymyślili coś, co sprawia, że skoki na gumowej linie znów można zaliczyć do kategorii sportów ekstremalnych. Otóż proponują oni swoim klientom ni mniej ni więcej, tylko skok na bungee do wnętrza czynnego wulkanu.

Jakby tego było mało skok jest wykonany z płozy wiszącego w powietrzu helikoptera, który zatrzymuje się na chwilę tuż nad tlącym się kraterem wulkanu Villarica w Andach. Wulkan ten leży w pobliżu miejscowości Pucón, właśnie z niej rusza helikopter, z którego śmiałkowie mogą wykonać swój skok. Po nim to, co czeka ich w drodze powrotnej, to już właściwie jedynie drobiazg. Tyle tylko że ten sam drobiazg wielu wystarczyłby za ekstremalne doznanie. Chodzi bowiem o to, że skoczek nie jest po skoku wciągany do kabiny śmigłowca, tylko wisi na linie, podczas gdy pilot kieruje maszynę do bazy. Do przebycia jest około 50 kilometrów, można więc podziwiać górskie szczyty i piękno andyjskiej przyrody z niecodziennej perspektywy. Jeśli jednak dodamy do tego fakt, że śmigłowiec ten porusza się z prędkością około 130 km/h, nietrudno sobie wyobrazić, że jest to podróż, której raczej nie da się zapomnieć.

Jako że sama wyprawa i zabezpieczenie skoku to dość kosztowna sprawa, usługa ta kosztuje 12,5 tysiąca dolarów. Jednak z zainteresowania, jakie powstało wokół tej wyprawy w internecie można wnioskować, że chilijskim organizatorom nie zabraknie chętnych do skakania w głąb wulkanu.