Elektryczne samochody można ładować w każdym większym mieście, elektryczne rowery pomagają podjechać na strome uliczne wzniesienia, elektryczne skutery są alternatywą dla zatłoczonych ulic. Brakuje tu jeszcze…no właśnie.
Hinckley Yachts, od niemal 90 lat twórca najpiękniejszych łodzi, przygotował współczesną edycję jednego ze swoich najsłynniejszych projektów. To Dasher, w pełni elektryczna wersja jachtu z lat 90 o tej samej nazwie. Dasher wersja z XXI wieku ma 8,6 metra długości, 80 koni mechanicznych pod pokładem i litowe baterie BMW i3 pozwalające na przepłynięcie 65 km przy prędkości 16 km/h (maksymalna prędkość łódki to 45 km/h).
Konstrukcja jachtu, zaprojektowana przez Michaela Peters’a, została wykonana z włókna węglowego, a jego ciężar to niecale 3000 kg, co czyni ją najlżejszą w ofercie Hinckley Yachts. Egzotyczny tek pokrywający pokład został zastąpiony jego sztuczną wersją niemal niemożliwą do odróżnienia od oryginału. Najtrudniejsze elementy pulpitu sterowniczego wykonano przy użyciu drukarki 3D, aby zmniejszyć ciężar konstrukcji.
Scott Bryant z Hinckely Yachts wyjaśnił, że pomysł na budowę pojawił się dwa lata temu, kiedy to, na zaproszenie firmy, wielu konstruktorów i projektantów przyjechało do ich siedziby, aby porozmawiać o przyszłości jachtingu. “Doszliśmy do wniosku, że łódź przyszłości będzie musiała opierać się na przebywaniu z rodziną i przyjaciółmi. To oznacza, że trzeba stworzyć łódź cichą i prostą, której sterowanie będzie na tyle w centrum, że kapitan będzie częścią towarzystwa i nie będzie musiał go opuszczać”.
Na razie nie podano ile Dasher ma kosztować, wiadomo tylko, że ładowanie ma być tak samo szybkie, jak aut elektrycznych.