Dzisiejsi geniusze i bogacze nie zawsze noszą Rolex’y na nadgarstkach i mają szafy pełnych garniturów od Armaniego.

Dowód? Wystarczy spojrzeć na golfy Steve’a Jobs’a, bluzy z kapturem Marka Zuckerberg’a czy t-shirty Larry’ego Page’a.

Są jednak wciąż miejsca na świecie, gdzie obowiązuje odpowiedni strój.

Każdego. Nawet miliardera.
Y Combinator, firma stojąca za sukcesem Airbnb, Dropboxa czy Stripe’a, jest jednym z największych funduszy venture capital w Stanach Zjednoczonych. Jej współzałożyciel, Sam Altman, podczas ostatniej podróży służbowej zatrzymał się w londyńskim Hotelu Ritz, gdzie poszedł na umówione spotkanie w barze. Miał jednak pecha, ponieważ sportowe buty jakie miał na nogach, nie spotkały się z uznaniem obsługi która, nie zważając na pokaźne konto Altmana w banku, najzwyczajniej w świecie kazała mu wyjść. Bar w Ritz’u ma bowiem bardzo surowy, dokładnie opisany dress code, którego musi przestrzegać każdy, kto zechce wypić w nim drinka.
Altman opisał cale zdarzenie na Twitterze narzekając na staroświecki Londyn, twierdząc, że “nic takiego nie zdarzyłoby się w San Francisco”, a jego partner z Y Combinatora, Paul Graham, przyznał mu rację. To jednak wywołało sporą dyskusję, ponieważ wielu internautów uważa, że maniery i stroje niczym z serialu “Downton Abbey” powinny obowiązywać nie tylko podczas herbatki u królowej Elżbiety II.