Zamiast białej sukienki i garnituru – kombinezon nurka. Zamiast jazdy samochodem do kościoła – wycieczka łodzią do podwodnej kaplicy o tajemniczej nazwie „Te-Ana-IPO”. Nie żartujemy i nie recenzujemy filmu przygodowego, a prezentujemy ciekawy pomysł na ślub zorganizowany pod dyktando unikalności i ponadprzeciętności, której należy poszukać na wyspie Oceanu Spokojnego.

Luksusowy resort St Regis zlokalizowany na wyspach Bora Bora wyszedł z założenia, że popularność ślubów w rajskiej scenerii można jeszcze mocniej podkręcić, dodając im nieco pikanterii, a może bąbelków i mokrości… Skoro wykorzystanie romantycznych uroków piaszczystych plaż i wspaniałych zachodów słońca już było, teraz przyszedł czas na przenosiny w głąb turkusowej laguny, w miejsce zwane Perłą Pacyfiku. Dla zapalonych nurków to wymarzona sceneria na ten najważniejszy w życiu dzień, natomiast odważni i szaleni amatorzy wezmą udział w spektakularnym, ale bezpiecznym show, odgrywając główne role.

Pary młode decydujące się powiedzieć sakramentalne TAK w magicznym otoczeniu, nurkują na głębokość czterech metrów, w białych kombinezonach i hełmach z wbudowanym głośnikiem. Ceremonię zawarcia związku małżeńskiego prowadzi polinezyjski ksiądz, trwa ona trzydzieści minut i jest w ważna pod względem prawnym. Młodzi wymieniają się obrączkami wykonanymi z masy perłowej, podpisują akt zawarcia związku małżeńskiego, wszystko zapisywane jest na taśmie kamery. Tylko w momencie wypowiadanych przez księdza słów – „a teraz możesz pocałować pannę młodą”, pan młody musi odłożyć tę przyjemność na czas wypłynięcia na powierzchnię.

Stwierdzenie– „Cóż to był za ślub” w tym przypadku nabiera realnego wydźwięku. W cenie wynoszącej „tylko” albo „aż” 3200 dolarów wliczony jest bukiet ślubny, szampan, romantyczny obiad i sesja fotograficzna.