Co takiego musi mieć w sobie drink, żeby zapłacić za niego ponad 8 000 funtów i poczekać na przygotowanie 16 godzin? Tym razem nie chodzi o jubilerskie dodatki na dnie kieliszka, ani nawet o złotą słomkę… Tu cena poszybowała w górę wyłącznie dzięki płynnym składnikom.

Kilka łyków alkoholowej mieszanki za bajońską sumę można nabyć w Club 23 w Melbourne w Australii. Jego autorem jest utytułowany barman, Joel Heffernan, specjalista od kreowania wyszukanych smaków.

Alkoholowa mieszanka nosi nazwę Winston na cześć brytyjskiego premiera (który ponoć go popijał planując z Eisenhowerem D-Day), a jego bazą są dwie jednostki wiekowego koniaku Croizet Cognac Cuvee Leonie z 1858 roku (cena za butelkę to 99 tysięcy funtów).  Poza nim dodaje się francuskie likiery Grand Marnier Quintessence (2200 zł za butelkę) i Chartreuse Vieillissement Exceptionnellement Prolonge (250 zł za butelkę) oraz odrobinę gorzkiej wódki, Angostura Bitters, produkowanej na bazie korzenia drzewa chinowego i sandałowego.

Koktajl skomponowany z wyszukanych trunków wymaga wyjątkowej aranżacji. Podaje się go z czekoladą i sproszkowaną gałką muszkatołową. Aby wzbogacić jej smak, a zarazem spotęgować luksusowy charakter, dodaje się esencję z maku, arcydzięgla i róż, nutę kokosa, passiflory i pomarańczy. Wokół kieliszka wije się ręcznie robiona rzeźba z cukru gronowego przypominającą winorośle, a tajemnicza mgiełka, wytworzona przez suchy lód, daje ekstrawagancki efekt. Wszystko to sprawiło, że drink z Austrii, potocznie zwany „złotem w płynie”, pozostawił daleko w tyle dotychczasowego cenowego faworyta – koktajl Salvatore’s Legacy, który kosztował „zaledwie” 5,5 tysiąca funtów. Szlachetna mikstura została oficjalnie uznana najdroższym drinkiem świata, a rekord wpisano do Światowej Księgi Guinnessa.

Dotychczas tylko jeden klient (nabywca chciał pozostać anonimowy) skusił się na zamówienie. Po kilku małych łykach odstawił kieliszek, podpisał czek i wyszedł. To się nazywa marnotrawstwo…